Wyjazdy nie straszne Sokołowi

O ile w poprzednim sezonie mecze wyjazdowe w wykonaniu piłkarzy Sokoła KONSPORT Aleksandrów Łódzki, często przysparzały spore problemy to w obecnych rozgrywkach jest całkowicie inaczej. Zielono-biali, jako jedyna drużyna w całej stawce nie doznała ani jednej porażki na terenie rywali, odnosząc sześć zwycięstw w dziewięciu pojedynkach.

Właśnie od starcia na obcym terenie rozpoczęli swoje zmagania w tym sezonie zawodnicy Piotra Kupki. O ile mecze wyjazdowe z reguły nie należą do najprostszych, to teren w Bielsku Podlaskim był całkowitą niewiadomą dla aleksandrowian. W kuluarach mówiło się jednak jeszcze latem, że miejscowy Tur będzie jednym z głównych kandydatów do spadku, mimo to nikt w Sokole nie zamierzał lekceważyć rywala. Mecz prowadzony był głównie pod dyktando zielono-białych, lecz nie potrafili oni znaleźć drogi do siatki rywali. Udało im się to dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy to Sebastian Kobiera zagwarantował komplet punktów.

Na kolejny mecz na wyjeździe, aleksandrowianie musieli poczekać dwa tygodnie, kiedy to pojechali do kolejnego beniaminka – Rolimpexu GKS-u Wikielec. To spotkanie nie przyniosło już tak wielu emocji, a drużyna z Warmii i Mazur nie potrafiła przeciwstawić się zielono-białym, którzy jeszcze przed przerwą prowadzili 2:0, a w drugiej odsłonie zdobyli kolejne dwa gole. Po tym meczu, były szkoleniowiec GKS-u Wojciech Tarnowski przyznał, że był to do tej pory najlepszy rywal z którym przyszło mu się mierzyć.

Trzecim spotkaniem na boisku rywali był mecz w Łowiczu. Do tego spotkania, gracze z Aleksandrowa Łódzkiego podchodzili po pechowej domowej porażce z Widzewem Łódź i za wszelką cenę chcieli powrócić na zwycięskie tory. Co więcej był to bardzo istotny mecz pod kątem historycznym, gdyż Sokół ani razu nie wygrał w lidze na terenie Pelikana. Mecz rozpoczął się z wysokiego „C”, gdyż już po kwadransie widniał wynik 1:1, a gole zdobywali Aleksander Ślęzak oraz były zawodnik Sokoła – Robert Kowalczyk. Przed przerwą dał o sobie znać jeszcze Kamil Żylski, który dwiema bramkami wyprowadził swój zespół na prowadzenie i to wystarczyło, aby odnieść zwycięstwo. Pelikanowi nie pomogła gra w przewadze za sprawą czerwonej kartki Dominika Głowińskiego oraz kontaktowe trafienie Michała Wrzesińskiego.

Po dwóch zwycięstwach przyszła pora na mecz z kolejnym byłym mistrzem Polski, a dokładniej Polonią Warszawa. Spadkowicz z II ligi nie zamierzał łatwo oddawać skóry i tak też było. Mecz nie obfitował w zbyt wiele sytuacji bramkowych i ostatecznie zakończył się bezbramkowym remisem.

Po podziale punktów w Warszawie, Sokół pokonał u siebie inny zespół ze stolicy – rezerwy Legii Warszawa i do spotkania w Łomży przystępował jako faworyt. Mecz ułożył się już w 7. minucie, kiedy to do siatki trafił Kamil Żylski. Długo jednak wynik nie ulegał zmianie i dopiero w 81. minucie, kibice z Aleksandrowa Łódzkiego mogli odetchnąć z ulgą. Drugiego gola strzelił najskuteczniejszy napastnik zielono-białych, a po wóch minutach pierwsze trafienie w trzeciej lidze zaliczył Jan Kadłubiak. „Żyłka” postawił jeszcze kropkę nad „i”, kompletując hat-tricka, a Sokół odniósł zwycięstwo 4:0.

 

Kolejnym meczem wyjazdowym było hitowe starcie w Tomaszowie Mazowieckim. Na zwycięstwo z Lechią, Sokół czekał aż dwa lata i wiadome było, że niedzielny mecz nie będzie spacerkiem. Obie drużyny darzyły się sporym respektem, a do przerwy widniał wynik 0:0. W drugiej połowie zaś oglądaliśmy kapitalne trafienia Bartosza Mroczka oraz Tomasza Bogołębskiego i podobnie jak w Łowiczu, aleksandrowianie przerwali złą passę, odnoszą kolejne ligowe zwycięstwo.

Wyjazdowe schody zaczęły się w końcówce rundy. Kolejnym rywalem na obcym boisku była Victoria Sulejówek, która nie jednej drużynie z czołówki tabeli urwała już u siebie punkty i tak też było w starciu z Sokołem. To spotkanie było typowym roller coasterem. Wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Najpierw prowadzili gospodarze, aby przed przerwą przegrywać 1:2, a już po kilku minutach drugiej odsłony prowadzić 3:2. Na szczęście bramkę na wagę remisu zdołał zdobyć Łukasz Marciniak i mecz zakończył się wynikiem 3:3.

Następnym przystankiem była Ostróda, gdzie ponownie to aleksandrowianie prowadzili, lecz i tym razem dali sobie wyrwać zwycięstwo w samej końcówce meczu. W 85. minucie, bramkę zdobył Arkadiusz Gajewski i zawodnicy Sławomira Majaka mogli cieszyć się z punktu zdobytego z liderem. Co więcej był to trzeci mecz z rzędu, kiedy to gracze trenera Kupki nie potrafili odnieść zwycięstwa.

Do ostatniego meczu w rundzie jesiennej, Sokół podchodził z pozycji wicelidera. Aleksandrowianie musieli wygrać w Nowym Dworze Mazowieckim, a dodatkowo liczyć na domowe potknięcie Widzewa Łódź, aby rundę zakończyć na fotelu lidera. Był to prawdopodobnie „dzień konia” zielono-białych i oba punkty zostały spełnione. Zielono-biali rozgromili Świt 4:1, a łodzianie zremisowali z Sokołem Ostróda 0:0. Podróż do domu była zatem w szampańskich nastrojach. Mamy nadzieję, że w ostatnim meczu sezonu, który odbędzie się w Aleksandrowie będzie podobnie i to drużyna Sokoła będzie mogła cieszyć się na swoim boisku z awansu do II ligi.

Bilans meczów wyjazdowych:

Zwycięstwa – 6
Remisy – 3
Porażki – 0

Gole zdobyte – 22
Gole stracone – 7

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *